Agroturystyka, to dziedzina, w którą trzeba włożyć wiele wysiłku, jednak jest to wysiłek, który nie idzie na marne. Daje satysfakcję mnie, oraz ludziom, którzy korzystają z mojej gościny.
Gdy byłem mały, mój tata miał z dziada pradziada swoje własne gospodarstwo agroturystyczne. Z początku zajmował się hodowlą zwierząt oraz typowym dla każdego rolnika - rolnictwem. Nie mieliśmy dużego pola, czy czegoś takiego. Mięliśmy małe poletko kapusty i ziemniaków. Ojciec musiał ciężko pracować, aby utrzymać owe poletka w dobrym stanie. Była to praca niełatwa i męcząca. Często wyruszał na pole już z samego rana i wracał późnymi wieczorami. Na domiar wszystkiego trzeba było się zajmować jeszcze zwierzętami. Ten obowiązek spadł po pewnym czasie na mnie. Nie miałem jednak nic naprzeciw temu, gdyż sam bardzo chciałem pomóc rodzicom, odciążyć ich trochę ze zmartwień, których mięli po prostu bez liku. Notabene powiedzieć muszę, że całkiem lubiłem zajmować się naszymi zwierzętami. W naszym gospodarstwie agroturystycznym, mieliśmy 3 świnie, 2 konie (klacz i ogiera) oraz jedno małe źrebię, - które było niesamowicie urocze(!!) kilka kurcząt i dwie krowy. Pracy przy owych zwierzętach było sporo, jednak ja starałem się nie narzekać. Zwierzęta są wdzięcznymi podopiecznymi, z tego względu, że widać po nich czy są zadowolone i doceniają pracę weń włożoną czy też nie.
Gdy miałem lat dwadzieściapięć moi rodzice zmarli. Najpierw ojciec, z przepracowania, a następnie matka, która była tak nieszczęśliwa po stracie męża, że zmarniała straszliwie, przestała jeść, rozmawiać z kimkolwiek... To było straszne. Było mi bardzo trudno z początku, ale z czasem udało mi się dźwignąć na nogi. Wiele zawdzięczam też mojemu przyjacielowi, który pomógł mi w trudnych chwilach i podpowiedział, jak mogę sobie poradzić. Otworzyłem wraz z nim centrum turystyczne, w swoim domu. Z początku cieszyłem się niewielkim zainteresowaniem, jednak inwestując we własną agroturystykę udało mi się wypromować swój świeżo wybudowany niewielki hotelik. Wszyscy turyści byli zadowoleni z gościny i atrakcji, jakie ich tutaj czekały. Przestrzeń, wypoczynek, natura... Wielu ludziom bardzo pomagało to wypocząć przed powrotem do codziennego trybu pracy w mieście.
Rozważam ostatnio możliwość otwarcia małego biura podróży specjalizującego się w turystyce wiejskiej. Takie biuro doskonale pomagało by małym gospodarstwom agroturystycznym w reklamowaniu swoich usług. Jest to przecież doskonała alternatywa dla podróży zagranicznych do dalekich krajów.
Najważniejszymi atrakcjami mojego biura podróży była by jazda konna. Konie w moim gospodarstwie pozwalały by na naukę jeździectwa zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Mam już plany współpracy z kilkoma ośrodkami jeździeckimi z mojej okolicy. Wspólnie oprócz nauki jazdy, przejażdżek po lasach i okolicznych polach planujemy wyprawy konne trwające przynajmniej kilka dni.